Fascynacja jest rzeczą naturalną; zasadniczo to oznacza po prostu, że zwróciliśmy na kogoś uwagę. Jeśli siedzę w restauracji i mój wzrok padnie na kogoś, poczuję, że mnie w tej chwili przyciąga, to może się dziać wiele rzeczy. Może to po prostu natura, biologiczna, chemiczna reakcja, albo ta osoba kogoś mi przypomina, albo ma dla mnie jakieś symboliczne znaczenie. Wygląda na tak szczęśliwą i zrelaksowaną, a ja się tak nie czuję, więc przypomina mi tę część mnie, z którą w tym momencie się nie identyfikuję. W pracy z procesem zajmujemy się tym, co w danej chwili przyciąga naszą uwagę, czy to osoba, miejsce czy rzecz, kolor albo inny aspekt przyrody. Przechodzimy metamorfozę w taki sposób, by stać się tym czymś innym i znaleźć brakujące części samego siebie. Np. flirtujemy nie tylko wzajemnie ze sobą, ale też z naszym środowiskiem, zauważając, co przyciąga naszą uwagę i jak to się ma do naszego procesu w danym momencie.

Często ma to taką niezwykłą synchroniczną moc i kontaktuje nas z naszą najgłębszą jaźnią….

Pomimo to…nie zwykliśmy traktować osoby, która nas pociąga, jako aspektu nas samych, a raczej jesteśmy skłonni, to co do niej odczuwamy, uważać za zaproszenie do fizycznego kontaktu. Kiedyś, gdy uczyłem w Kanadzie, poszliśmy na lunch i stojąc w kolejce ja i pewna kobieta zaczęliśmy się na siebie gapić. Nie mogliśmy przestać. Gapiliśmy się tak przez klika minut, jak byśmy widzieli coś niezwykłego nawzajem w swoich oczach. Odwróciłem się na chwilę, a ona dosłownie znikła, jak obrazek ze snu, który znika po obudzeniu, wyszła z restauracji. W jakiś sposób była odbiciem mojej własnej witalności w tym momencie.

Podstawową zasadą teorii procesu jest, że to co przyciąga drugą osobę jest albo tym, co sami marginalizujemy w nas samych w danym momencie, albo tym, co jest marginalizowane w naszej obecnej relacji. Na przykład, zanim zostałem autorem, często czułem, że nie wykorzystuję w życiu całego mojego kreatywnego potencjału. Przyciągali mnie artyści, Pamiętam, jak spotkałem artystkę, kiedy byłem żonaty i ciągle o niej myślałem. Kiedy w końcu zacząłem to zgłębiać i zauważyłem, jak bardzo pragnę coś stworzyć, przyciąganie zniknęło natychmiast. Gdybyśmy pomedytowali nad naszymi codziennymi fascynacjami, bylibyśmy na najlepszej drodze do oświecenia. A zamiast tego mamy tendencję, by je ignorować, tłumić, albo ślepo za nimi podążać, często narażając na szwank nasze istniejące relacje. W tamtym czasie było mi dobrze w małżeństwie, mieliśmy małe dziecko i uczyliśmy się, jak tworzyć rodzinę, więc naprawdę nie potrzebowałem innej relacji. Jednak brakowało mi ważnego rodzaju relacji wewnętrznej z moją kreatywną częścią. Pisanie nie tylko pomogło mojemu małżeństwu, ale także nauczyło mnie po raz pierwszy w życiu, jak być samemu.

Istnieje wiele różnych rodzajów fascynacji i romansów. Niektóre są po to, by uzdrowić obecne relacje, a inne, by poszerzyć je o coś bardziej otwartego, albo jakoś zmienić. Jedna z mających tu zastosowanie zasad pracy z procesem mówi, że w danej relacji, w pewnym momencie jedna z osób zafascynuje się kimś spoza tej relacji, kto reprezentuje to, czego brakuje w obecnej relacji. Można na tej zasadzie polegać, do tego stopnia, że gdy klienci mówią mi, że mają problem, bo jedno z nich zafascynowało się kimś z zewnątrz, albo weszło w związek poza ich obecną relacją i mają faktycznie z tym problem, a nie traktują tego jako wzbogacającą zabawę, to w większości przypadków mogę przewidzieć, jaka ta trzecia osoba jest.

Na przykład Shelia i Pam są w długoterminowym, kochającym związku. Shelia skarży się, że Pam jest zbyt poważna. Docenia jak ciężko Pam pracuje i stabilizację, jaką to daje ich związkowi, ale skarży się na brak radości w ich związku. Shelia spotyka w pracy Rose. Rose przypomina w pracy „klasowego klauna”. Często popełnia błędy, ale jest z tym tyle zabawy, że wszyscy ją uwielbiają i tolerują jej pomyłki. Rose jest brakującym duchem relacji Shelii i Pam. Pam jest bardzo poważna, a Shelia jest bardzo zmartwiona i krytyczna wobec tej powagi Pam. Nie ma błaznowania, śmiechu ani zabawy w ich relacji. Kiedy nad tym pracują, zaczynają odgrywać Rose jak w sztuce. Nagle obie doznają olśnienia i dochodzą do wniosku, że muszą wrócić do pierwotnej figlarności, która tak ich na początku do siebie przyciągnęła. Rose, była jak boja na oceanie, wyznaczająca wspólną ścieżkę, którą ewidentnie gdzieś zgubiły.

Romanse

Ze wszystkich różnorodnych doświadczeń w relacjach romanse są najbardziej bolesne. Zaangażowanie się w romans sprawia ból zarówno z tego powodu, że ukochana osoba uprawiała seks z kimś innym jak również z powodu zdrady. W większości przypadków zdrada jest najbardziej bolesnym czynnikiem. Często opisywana jest jako dźgnięcie w serce, albo eksplodująca bomba. Odkrycie zdrady może prowadzić do przemocy wobec siebie lub innych – tzw. syndromu „fatalnego zauroczenia” lub morderstwa w afekcie. Zadziwiające jak często partner to odkrywa, albo przez „przypadek”, który może być wyrazem tego, że ten, który zdradza, chciałby, żeby to się wydało, albo z powodu innych okoliczności. Na przykład miałem klientów, którzy odkrywali zdradę partnera dopiero gdy ich partner zapadł w śpiączkę, albo umarł, bo nagle znajdowali się ludzie, którzy o tym wiedzieli. Jest z jednej strony trudno ukryć coś takiego przed nami, jak i przed naszym partnerem, ale z drugiej strony niekoniecznie. Często ludzie bywają przyłapywani na romansach, ale niektóre romanse nigdy nie wychodzą na jaw, zanim osoba nie umrze, albo w ogóle nie zostają odkryte, a znów niektóre osoby mogą natychmiast rozpoznać poprzez uczucia lub sny, bez mówienia im tego, że zostały zdradzone. Aby pomóc ulżyć temu cierpieniu, oczywiście przede wszystkim lepiej nie angażować się w romanse. Jeśli ktoś mi mówi, że ma zamiar zaangażować się w romans, w większości przypadków radzę mu, żeby najpierw przedyskutował to ze swoim partnerem, albo by zakończył swoją obecną relację. Staramy się na początku przepracować to jako coś nowego, co potrzebuje zostać włączone do obecnej relacji, a jeśli okaże się, że tak nie jest, zaczynamy z tego miejsca. Na przykład Larry był gotów opuścić żonę. W sklepie spożywczym natknął się na swoją byłą partnerkę Fay, która była jego sympatią z liceum. Ostatnio rozstała się ze swoim chłopakiem i zaczęła flirtować z Larrym. Poradziłem Larremu, by popracował z energią Fay jako rolą. Im więcej pracowaliśmy tym bardziej jasne się stawało, że chce on opuścić swoją żonę i że nie chce już dłużej pracować nad swoją relacją. Byłem w stanie go przekonać, by powiedział żonie, że chce zakończyć ich małżeństwo, zanim wszedł w związek z Fay. Uniknął bólu związanego ze zdradą żony.

Są cztery podstawowe typy romansów, które znam. Pierwszym jest trójkąt. To rozszerzenie podstawowej zasady, o której wspomniałem wcześniej, że pociąga nas element, którego brakuje w naszym aktualnym związku. Czasami taka fascynacja idzie dalej i przeistacza się w romans. Jeśli energię z romansu można wcielić do aktualnej relacji, to ta relacja ma szanse przetrwać, a fascynacja na ogół wtedy blednie. Trójkąty pojawiają się głównie z dwóch powodów: albo, by pobudzić relację przez radykalny wstrząs, albo, by wprowadzić do niej brakującą energię. Jednym z przykładów jest, gdy jeden z partnerów chce zostać w relacji, ale nie może, jeśli nie jest w nią zaangażowany ktoś inny. Niektóre pary bardzo są z siebie zadowolone, tylko że nie uprawiają seksu i zamiast nad tym pracować bezpośrednio, jeden z partnerów bierze sprawy w swoje ręce i angażuje się w inny związek, tak aby móc wytrwać w aktualnej relacji i jednocześnie zaspokoić swoje potrzeby seksualne.

Drugi rodzaj romansów nazywam „wysadzaniem mostu”. Zdarza się, gdy jedna ze stron, albo obie nie potrafią otwarcie odejść. Są zbyt uwiązani, albo nie mają siły lub umiejętności relacyjnych, by bezpośrednio się rozstać. Zamiast tego angażują się w romans, wsiadając do innej łodzi zanim opuszczą poprzednią. Wtedy albo partner to odkryje i jest wielki wybuch, który kończy relację, albo ta osoba używa romansu, by zyskać emocjonalną przewagę, która albo pozwoli jej szybko bezpośrednio opuścić tę relację, albo jakoś jej to ułatwić. Problem polega na tym, że to jest jak użycie bomby atomowej, żeby zakończyć swoją relację. Bardzo trudno jest kontrolować szkody, jakie się wydarzają podczas takiego rozstania. Wiele par, które są gotowe na rozstanie może uratować dużą część swojej relacji i powinna, jeśli w grę wchodzą dzieci, które razem wychowują.

Pracowałem z parą, która miała ogromne problemy. Robili bardzo małe postępy w trakcie terapii pary. Steve chciał opuścić Sarę. Czuł, że zbyt kontroluje czas, który on spędza z przyjaciółmi i jak spędza weekendy i że za dużo od niego wymaga. Miał pewne problemy z pracą i czuł, że ona go o nie obwinia. Zamiast po prostu się z nią rozstać, poznał kogoś w barze i przespał się z tą osobą, zarażając się przy okazji chorobą weneryczną, czego nie wiedział i zaraził nią żonę. Nic mi nie powiedział, że zamierza mieć romans, a jednak to zrobił. Wszystko wybuchło, kiedy żona odkryła u siebie chorobę weneryczną. Kombinacja zdrady w połączeniu z chorobą weneryczną, to było dla niej zbyt wiele i w końcu wyglądało na to, że Steve dostanie to, czego pragnął, czyli rozwód. Niestety Steve się rozmyślił, bo w tym zamęcie odkrył, że tak naprawdę kocha swoją żonę i chce z nią być. Niestety wyrządzona szkoda była zbyt wielka i ona nie chciała już go przyjąć z powrotem. Wysadzenie mostu jest ryzykowną strategią, bo czasem chcemy go powtórnie skleić, a tego się już nie da zrobić. Steve mógł się zachować bardziej wprost, mówiąc mi, że jest bliski zaangażowania się w romans, albo zrobienia skoku w bok. Pomógłbym mu rozróżnić, czy faktycznie chce opuścić żonę, czy też pozbyć się pewnych wzorców, których nie mógł znieść w tej relacji. Mógł zmienić pewne elementy mostu, zamiast go wysadzać. W międzyczasie próbowali nad tym pracować, ale wściekłość Sary była zbyt wielka i Steve w końcu przestał się starać. Wreszcie się rozwiedli.

Trzecim typem romansu jest totalna miłość. Dwoje ludzi się spotyka, ale mimo to sytuacja jest dla nich niesprzyjająca, bo albo jedno z nich, albo oboje są w monogamicznym związku. Mimo to są sobą kompletnie zauroczeni. To się często zdarza w bardziej otwartych związkach, gdzie albo jedna osoba z pary, albo oboje zakochują się w trzeciej osobie, ale ponieważ w takiej otwartej relacji mają umowę, która pozwala im na to, to cały proces zakochania i jego efekt mogą przebiegać badzo różnorodnie.

W tym rodzaju romansu ludzie się głęboko zakochują i nic nie może ich powstrzymać od bycia razem, niezależnie od tego jak duża jest presja ze strony ich obecnych partnerów lub rodzin, albo nawet ze strony przyjaciół albo całej społeczności. Są jak dwie połówki tej samej duszy, która została scalona. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że mimo iż to jest najrzadszy przypadek romansu, to w ciągu wielu lat mojej praktyki napotkałem go wiele razy i często kończyło się to satysfakcjonującym związkiem z nowym partnerem. Czasami terapeuta może wspierać ludzi, by pozostali w swojej dotychczasowej relacji, przekształcając ją z mon0gamicznej w bardziej otwartą, albo poszerzając taki otwarty związek. Innym razem rolą terapeuty jest negocjowanie rozstania w najmniej raniący sposób. Często obejmuje to odkrycie czegoś właściwego, dotyczącego rozstania, czegoś co jest znaczące, ale też bolesne. Zranienie, złość, ból i wina, które są wokół tego wymagają przepracowania.

Jest także wiele wersji tych trzech wymienionych rodzajów. Na przykład może być osoba, która po prostu szuka urozmaicenia albo odpoczynku. W niektórych kulturach istnieje przyzwolenie na szukanie urozmaicenia w pewnych granicach poza istniejącą relacją. Dlatego można np. wybrać się na weekend do spa lub sanatorium i wiadomo, że tam mogą wydarzyć się „różne rzeczy”.

Cdn. o skutkach zdrady

Tekst jest fragmentem tłumaczonej przeze mnie książki Garego Reissa „The Dance of Sex. A Dreambody Aproach to Love, Sex, and Ecstacy”